Dzień 1 czwartek 5 czerwca 2014

Wyjechaliśmy z Warszawy z placu Bankowego wcześnie rano. Jechaliśmy w kierunku na Rzeszów. Postoje były częste, zgodnie z wymaganiami przepisów transportu drogowego. Na obiad zatrzymaliśmy się w "Leśnym Dworze" niedaleko granicy ze Słowacją, granicę przekroczyliśmy za Barwinkiem, po słowackiej stronie minęliśmy miejscowość Wyżny Komarnik.  Przez Słowację jechaliśmy dość krótko, do granicy węgierskiej jest około 140 km. Wszędzie przepiękne widoki, niebo błękitne, białe chmurki, zielone połoniny. Do Budapesztu przyjechaliśmy wieczorem, zakotwiczyliśmy w hotelu "Hunor" znajdującym się w III dzielnicy. Atrakcją tej dzielnicy, którą zobaczyliśmy rano  jest Aquincum czyli pozostałości po rzymskim mieście znajdującym się w tym miejscu 2 tys. lat temu. Aquincum zostało zniszczone w 410 przez Hunów, a zasiedlone ponownie w 896 przez Madziarów pod wodzą księcia Arpada.

 

Dzień 2      piątek, 6 czerwca 2014

  Po śniadaniu spożytym w sporym zamieszaniu w stołówce hotelowej "bardzo zbiorowej", wzięła nas w obroty nasza przewodniczka, pani Teresa. Od razu było widać, że będzie chciała nam pokazać w Budapeszcie bardzo dużo, a może nawet wszystko. Zaczęliśmy zwiedzanie od placu Bohaterów, zwanego też Placem Milenijnym, jednego z największych i najważniejszych placów stolicy. Głównym punktem placu jest pomnik ku czci poległych w czasie I wojny światowej. Centralny punkt pomnika to 36 metrowa kolumna archanioła Gabriela. Wokół kolumny usytuowane są konne pomniki księcia Arpada, legendarnego przywódcy Madziarów i jego  6 wodzów.  Na dwóch półkolistych kolumnadach znajdują się posągi ważnych postaci związanych z historią  Węgier.  Plac Bohaterów otoczony jest pięknymi budynkami powstałymi na przełomie 19 i 20 w. : Muzeum Sztuk Pięknych, Pałac Ekspozycji. Potem minęliśmy postać prezydenta Ronalda Reagana uwiecznioną w brązie i pomaszerowaliśmy oglądać kompleks zamkowy Vajdahunyad znajdujący się w Parku Miejskim. Jest to ciekawy obiekt, ponieważ został wybudowany na wystawę z okazji 1000-lecia Węgier, pierwotnie z drewna, a dopiero później z kamienia. Łączy w sobie wiele stylów architektonicznych: od gotyku do baroku.   Nazwę zawdzięcza kopii zamku w Vajdahunyad, znajdującego się w Siedmiogrodzie. Na dziedzińcu znajduje się pomnik "węgierskiego Galla Anonima", nieznanego z imienia autora Gesta Hungarorum.  Turysta musi  koniecznie dotknąć jego pióra, a więc wszyscy karnie to uczyniliśmy.   Następny punkt zwiedzania to główny kościół Budapesztu – bazylika św.  Stefana, największy kościół w stolicy. Posiada 96 metrową kopulę z wyobrażeniem Boga Ojca. Znajduje się tam osobna kaplica z relikwiami     ( prawa ręka ) św. Stefana. Zaśpiewaliśmy tam dwa utwory "Gaude mater      Polonia" i "Nieście chwałę mocarze". Móc zaśpiewać w takim miejscu,      to było naprawdę duże przeżycie.

Pojechaliśmy kawałek słynnym budapeszteńskim metrem, które  w chwili obecnej posiada już trzy linie. Później  weszliśmy na górę Gellerta (Gellert Hegy). Swą nazwę miejsce zawdzięcza biskupowi Gellertowi, który z nakazu pierwszego króla Węgier św. Stefana ochrzcił plemiona Madziarów.

W 1851 Habsburgowie wznieśli tam Cytadelę. Na szczycie góry znajduje się Pomnik Wolności - kobieta z gałązką palmową. Z tego miejsca roztacza się piękna panorama na Dunaj i Budapeszt.  Poszliśmy do kościółka ojców paulinów  ukrytego w grotach skalnych góry Gellerta. Szczególną uwagę zwróciliśmy na polski ołtarz z wizerunkiem Orła Białego z Matką Boską Częstochowską na piersi. I tam również zaśpiewaliśmy, a za słuchaczy była młodzieżowa wycieczka w tym czasie zwiedzająca kościółek.  Po krótkim odpoczynku w hotelu w programie było Oceanarium-Tropikarium, największy tego typu obiekt w Europie środkowej, zbudowane w 2000, zajmujące 3000 m2 powierzchni:  rekiny, płaszczki  i inne bajeczne ryby pływały nam nad głowami.

   A wieczorem czekała nas degustacja wina w wytwórni win pod Budapesztem. Gospodarze przygotowali dla nas długi, pięknie nakryty, zastawiony baniastymi kielichami stół i w bardzo miłej "śpiewającej" atmosferze degustowaliśmy cztery rodzaje wina, od wytrawnego do słodkiego. Na koniec degustacji odbył się mały konkurs dla ochotników. Każdy, owinięty wielkim białym prześcieradłem, pił, ile mógł, wino nalewane przez kipera wprost do buzi ze specjalnego baniaczka z rurką. Potem robiliśmy zakupy  na miejscu, a potem unieśliśmy nasze butelkowe zdobycze do autokaru i udaliśmy się na "zasłużony odpoczynek". Nasze zdobycze nawet zbytnio nie brzęczały, bo były odziane w specjalne siateczki "przeciwbrzęczeniowe".

 

Dzień   3   sobota, 7 czerwca 2014

       Trzeci dzień pobytu na Węgrzech był równie bogaty w program zwiedzający jak poprzedni. Tego dnia mieliśmy do obejrzenia Wzgórze Zamkowe. Gmach Zamku w czasie II wojny  światowej uległ zniszczeniu, jego odbudowa zakończyła się w 1976. Znajdują się tam teraz muzea: Historii Budapesztu i Historii Współczesnej, Galeria Narodowa i Biblioteka Narodowa.

 W centrum Wzgórza Zamkowego znajduje się kościół Macieja. Świątynia ta jest pod wezwaniem NMP, ale Węgrzy nazywają go kościołem Macieja. Zbudowano go w poł. XIII w.  Było to miejsce ważnych dla Węgrów wydarzeń historycznych : akty przejęcia władzy, śluby królewskie, koronacje. Wnętrze kościoła zdobią przepiękne malowidła i witraże. Znajdują się tam liczne węgierskie pamiątki historyczne, jak również replika insygniów koronacyjnych, oryginały ich bowiem są przechowywane w gmachu Parlamentu. Świątynia wyróżnia się wspaniałym dachem wykonanym z kolorowych porcelanowych dachówek.

   Całość Wzgórza Zamkowego z pięknymi basztami rybackimi znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

     O godz. 12 oglądaliśmy węgierską zmianę warty przed Zamkiem.

Potem pojechaliśmy na Wyspę Małgorzaty - to taki budapeszteński park wypoczynku. Wyspę utworzono w 1950 z trzech mniejszych wysepek. Zajmuje teraz około 100 h. powierzchni. Są tam boiska, korty tenisowe, 11 basenów, grająca fontanna, restauracje, ogród japoński i wiele  pięknych roślin. Wyspę zwiedzaliśmy jadąc małą wycieczkową ciuchcią. A czekając na ciuchcię również śpiewaliśmy.

   Potem musieliśmy wrócić do hotelu i trochę "przyjść do siebie", bo po południu czekał nas koncert w kościele św. Krystyny.

Przed koncertem przyszedł do nas i powitał na węgierskiej ziemi  dyrygent miejscowego malutkiego chóru polonijnego, w którym śpiewa również nasza pani przewodniczka. Chór polonijny zaśpiewał dla nas na powitanie pieśń ze swojego repertuaru i wtedy my zaczęliśmy swój występ. Zaczęliśmy pieśnią "Gaude mater Polonia". Nastąpił bardzo wzruszający moment, gdy wszyscy słuchacze wstali i na stojąco wysłuchali naszej pradawnej pieśni. Odczuwało się wyraźnie ogromną  życzliwość  widowni. Po  występie nasi rodacy zaprosili nas do małej sali na lampkę wina i tam zaśpiewaliśmy im jeszcze "Wiwat".

Wieczorem pani Teresa zabrała nas na Wzgórze Gellerta, aby podziwiać bajeczną  panoramę oświetlonego Budapesztu i Dunaju.

 

Dzień 4 niedziela  8 czerwca 2014

     Dzień czwarty chyba najbardziej dał nam w kość, ponieważ musieliśmy bardzo wcześnie wstać. Trzeba było zjeść śniadanie, zrobić próbę, przebrać się i zdążyć na poranną mszę w pobliskim kościele parafialnym naszej pani przewodniczki.  Po mszy zaplanowany był nasz koncert. Było niestety bardzo gorąco, a my w "pełnym rynsztunku" a więc siłą rzeczy wysuszeni i na wpół upieczeni. Ale staraliśmy się bardzo, a przyjęcie przez słuchaczy było niezwykle życzliwe. Po koncercie ksiądz proboszcz Attila, Słowak, który już kilkanaście lat pełni swą posługę na Węgrzech, zaprosił nas na mały poczęstunek i krótki odpoczynek na plebanię.

  Po południu pojechaliśmy pod Budapeszt do miejscowości Szentendre (św. Andrzej). To taki węgierski Kazimierz nad Wisłą, malutkie malownicze miasteczko artystów, z knajpkami, kramikami z pamiątkami. Znajdują się tu muzea wielu węgierskich malarzy, 9 cerkwi, skansen, Muzeum Wina, Muzeum Marcepana, które zwiedziliśmy i w którym również śpiewaliśmy.

    Wieczorem czekał na nas jeszcze zamówiony statek i wycieczka  po Dunaju. Znów oglądaliśmy podświetlone mosty i zabytkowe budowle, z których wyróżnia się oczywiście Parlament. Byliśmy w pobliżu tej budowli kilka razy. Budowano ją od 1885. Pierwsze posiedzenie odbyło się w 1896 na 1000-lecie państwa węgierskiego. Budynek posiada około 700 pomieszczeń. Znajdują się tu siedziby wielu ministerstw i prawie wszystkich instytucji rządowych. W Parlamencie są też oryginalne insygnia królów węgierskich. Kilka razy widzieliśmy też, przejeżdżając obok, pomnik naszego generała Józefa Bema.

     Na zakończenie naszego pobytu w Budapeszcie przejechaliśmy wieczorem przez miasto i pani przewodniczka przypominała nam, które miejsca już widzieliśmy. Na samym końcu  przejechaliśmy koło Wielkiej Synagogi, drugiej co do wielkości na świecie ( po nowojorskiej), przepięknego gmachu wybudowanego w stylu mauretańskim.

    A potem wróciliśmy do hotelu i zabraliśmy się za pakowanie walizek, bo następnego dnia znów musieliśmy bardzo wcześnie wstać z myślą o powrocie do domu.

 

Dzień 5 poniedziałek 9 czerwca 2014

    Po śniadaniu zapakowaliśmy nasze bagaże do autokaru, stanęliśmy pod "drzewem fasolowym" rosnącym przed hotelem i zaśpiewaliśmy na pożegnanie dla pani Teresy naszą pieśń "Sija hamba". Pani Teresa rozdała "pożegnalne osiołki" i trzeba było się rozstać. Rozpoczęliśmy powrót do domu. Przez zakorkowany  Kraków i Radom, podziwiając bajeczne polskie krajobrazy oraz podniesieni na duchu widokiem bardzo wielu nowych domów w Polsce  i starannie utrzymanych obejść, dotarliśmy do ukochanej, zakorkowanej Warszawy. 

  A teraz garść wrażeń prywatnych : wycieczka była bardzo piękna, pożyteczna, wzruszająca ( możliwość zaśpiewania w tak niezwykłych miejscach jak główne zabytki Budapesztu naprawdę robi wrażenie) patriotyczna, wymagała sporo wysiłku od wszystkich ( od osób organizujących dużo, dużo wysiłku, za co wielkie dzięki i buziol) ale DALIŚMY  RADĘ!!!!! HURA !!!  WARTO  BYŁO!!!     

Urszula Capała

Najstarszą polską pieśnią patriotyczną Gaude Mater Polonia powitał słuchaczy Chór Amici Canentes pod dyr. Zuzanny Kuźniak podczas Nocy Muzeów w Pałacu Staszica w Warszawie – 17 maja 2014 roku. Podniosły charakter tej XIII-wiecznej pieśni sprawia, że od czasów średniowiecza do dziś jest śpiewana w chwilach szczególnie uroczystych. Śpiewało ją rycerstwo polskie po odniesionym zwycięstwie, a później towarzyszyła uroczystościom narodowym. Jej twórcą był Wincenty z Kielc, pierwszy z imienia znany kompozytor polski.

Gaude Mater Polonia - Ciesz się, Matko Polsko - tymi słowami nasz Chór rozpoczął koncert z okazji kilku jubileuszy: 10-lecia wstąpienia Polski do Unii Europejskiej, ćwierćwiecza wolnych wyborów w Polsce oraz 220 lat Insurekcji Kościuszkowskiej. Rocznice te, mimo że odległe w czasie, łączą wspólne idee i przesłania. Nasze pokolenie, żyjące dziś w wolnym, europejskim kraju, zachowuje wdzięczną historyczną pamięć.

Chór Amici Canentes swą pieśnią chóralną, a ściślej - wiązanką pieśni staropolskich i europejskich - uczcił ważne jubileusze i pozycję naszego kraju w Europie. Koncert składał się z dwóch części. W pierwszej części wykonaliśmy dwa polskie utwory dawne, z okresu renesansu - Psalmy Mikołaja Gomółki, skomponowane do poetyckiego tłumaczenia psalmów biblijnych Jana Kochanowskiego: Psalm 47 - Kleszczmy rękoma, oraz Psalm 29 – Nieście chwałę, mocarze – pochodzące ze zbioru Melodie na psałterz polski. Zaśpiewaliśmy następnie dwie staropolskie piosenki anonimowych kompozytorów z XVII i XVIII wieku: Nie złodziejem, choć kradnę i Dobranoc ci, Anusieńku.

W drugiej części koncertu Chór wykonał sześć utworów świeckich europejskich kompozytorów. Na początek – pieśń Cucu, cucu! Juana del Enciny – hiszpańskiego kompozytora renesansowego z przełomu XV i XVI wieku, oraz madrygał flamandzkiego kompozytora Josquina Desprez – El grillo. Następnie XVI-wieczny madrygał Matona mia cara Orlanda di Lasso, wybitnego flamandzkiego kompozytora późnego renesansu. Przenosząc się następnie do XVI-wiecznej Anglii, wykonaliśmy staroangielski utwór Greensleeves, napisany - jak głosi legenda - przez króla Henryka XVIII dla przyszłej żony i królowej Anny Boleyn. Zaśpiewaliśmy też Kom! współczesnej szwedzkiej kompozytorki i choreografki Moniki Aslund. Koncert europejskich pieśni zespół zakończył francuskim anonimowym madrygałem z XVI wieku - Tourdion.

Koncert był zorganizowany w zabytkowym gmachu Pałacu Staszica, w domu nauki polskiej, gdzie odbywały się uroczyste posiedzenia mężów nauki. Dyrekcji i zespołowi Archiwum PAN dziękujemy za umożliwienie nam wystąpienia w tym historycznym miejscu, w pięknej sali im. Marii Skłodowskiej-Curie.

Historia Pałacu Staszica jest tak bogata, że warto przypomnieć jej zarys. W XVII wieku w miejscu centralnej części obecnego Pałacu mieściła się Kaplica Moskiewska - panteon chwały oręża polskiego i tryumfu króla Zygmunta III Wazy. Król polecił ją wznieść jako mauzoleum zdetronizowanego rosyjskiego cara Wasyla IV Szujskiego, jego brata Dymitra i żony Dymitra Katarzyny, którzy dostali się do niewoli polskiej po bitwie pod Kłuszynem w 1610 roku. W 1635 roku król wyraził zgodę na przewiezienie trumien rodziny Szujskich do Moskwy. Następnie król Jan Kazimierz przekazał mauzoleum dominikanom obserwantom, którzy w 1700 roku wybudowali tu kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Zwycięskiej - jako wotum za tryumf nad Szwecją. W XVIII wieku kościół przebudowano, a na początku wieku XIX, podczas przemarszu wojsk, świątynię wykorzystywano na koszary. Kościół rozebrano w roku 1818, a w jego miejsce został wzniesiony w latach 1820-1823 z inicjatywy Stanisława Staszica klasycystyczny gmach Pałacu według projektu Antonia Corazziego dla Królewskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. 11 maja 1830 roku ówczesny prezes Towarzystwa Julian Ursyn Niemcewicz odsłonił przed wejściem do Pałacu pomnik Mikołaja Kopernika dłuta Bartela Thorvaldsena.

Po rozwiązaniu Towarzystwa na skutek Powstania Listopadowego w Pałacu była przez pewien czas Dyrekcja Loterii, następnie Akademia Medyko-Chirurgiczna, a w 1862 roku - Pierwsze Gimnazjum Męskie, zwane ruskim. Po przebudowie Pałacu w stylu bizantyjsko-ruskim w 1892–1893 ulokowano tu z inicjatywy Apuchtina cerkiew św. Tatiany Rzymianki. I w takiej groteskowej formie Pałac przetrwał aż do I wojny światowej, podczas której został znacznie zniszczony. W latach 1924–1926, korzystając z projektu Mariana Lalewicza, przywrócono budowli klasycystyczny wygląd, zbliżony do projektu Corazziego. Dawną cerkiew przekształcono na główną salę posiedzeń Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Pałac ponownie uległ zniszczeniu we wrześniu 1939 roku, a następnie, po Powstaniu Warszawskim, został spalony. Odbudowany po wojnie pod kierunkiem Piotra Biegańskiego stał się siedzibą powołanej w 1951 roku Polskiej Akademii Nauk i Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Jak pisze Pani Hanna Krajewska w publikacji Dzieje Pałacu Staszica - "należy do tych szczęśliwych budowli, które przetrwały burze dziejowe, wrastając w krajobraz miasta swą klasycystyczną sylwetką i przeznaczeniem".

W zabytkowych salach Pałacu Staszica występowaliśmy w czasach studenckich z Chórem Akademickim Uniwersytetu, a teraz, po latach, z Chórem Amici Canentes - zespołem Towarzystwa Przyjaciół Chóru UW. W roku 2009 w tym historycznym miejscu Towarzystwo otrzymało Dyplom Honorowej Nagrody Ogólnopolskiej Komisji Ruchu Studenckiego za kontynuację tradycji zbiorowego śpiewania, rozpoczętej w czasach studenckich. Nie bez podstaw - odrodzony zespół wykonał już osiemdziesiąt koncertów.

Maria Laskowska

Pod patronatem Jego Magnificencji Rektora Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się w dniu 30 marca 2014 roku w Bibliotece UW przy ul. Dobrej 56/66 uroczystość z okazji 10-lecia Akcji "Książka z rekomendacją". Organizatorem był Klub Absolwentów UW i Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie.

Akcja "Książka z rekomendacją" ma na celu ułatwić studentom UW zapoznanie się z najnowszymi osiągnięciami myśli polskiej i światowej. W czasie trwania akcji, w której biorą udział głównie członkowie Klubu Absolwentów UW, zakupiono do zbiorów BUW ponad 730 książek polskich i zagranicznych o wartości 58,5 tys. zł.

Obecny na uroczystości Prorektor UW prof. dr hab. Alojzy Z. Nowak podkreślił rolę i znaczenie trwającej już 10 lat Akcji „Książka z rekomendacją”, a także wagę i potrzebę więzi absolwentów z uczelnią. Dyrektor BUW, dr hab. Jolanta Talbierska podsumowała dotychczasowe efekty tej ważnej dla studentów inicjatywy. W wystąpieniach zwrócono uwagę na potrzebę konserwacji zbiorów specjalnych, na którą można przekazać darowiznę. W dalszej części zaprezentowano obiekty wymagające konserwacji z Gabinetu Starych Druków Biblioteki Uniwersyteckiej.

Uroczystość uświetnił koncert Chóru Amici Canentes pod dyr. Zuzanny Kuźniak.

Było to dla nas, absolwentów Uniwersytetu, kolejne ważne wydarzenie, mające związek z uczelnią. Zaproszenie Chóru do udziału w spotkaniu było nie tylko okazją do zacieśnienia więzi z naszą Alma Mater, ale także możliwością czynnego udziału w jej życiu kulturalnym. Dyrekcji Biblioteki oraz Klubowi Absolwentów, kierowanym przez Panią Martę Piasecką, składamy słowa podziękowania za pamięć i bliski kontakt z nami. Dzięki współpracy z Klubem Absolwentów i Towarzystwem Przyjaciół UW, kierowanym przez Pana prof. dr hab. Piotra Roniewicza, Chór Amici Canentes występował kilkakrotnie w Pałacu Kazimierzowskim przed czwartkowymi wykładami TPUW. W ciągu 13 lat działalności daliśmy na Uniwersytecie sześć koncertów - w Pałacu Potockich, Pałacu Kazimierzowskim, a w 2012 roku w Ogrodach BUW z okazji Dnia Absolwenta i warszawskich Laurealiów.

W gmachu Biblioteki UW nasz Chór wystąpił po raz pierwszy. Wcześniej braliśmy udział w odbywających się tu koncertach Chóru Akademickiego UW, będąc czasem także ich współorganizatorami.

Warto przypomnieć, że niemal 15 lat temu, w grudniu 1999 roku, a więc jeszcze na kilka miesięcy przed zarejestrowaniem Towarzystwa Przyjaciół Chóru UW (powstało w kwietniu 2000), jako byli chórzyści UW zostaliśmy zaproszeni przez Zarząd Chóru Akademickiego na koncert, podczas którego Chór UW pod dyr. Szymona Paczkowskiego wykonał słynne "Weinachts Oratorium" Jana Sebastiana Bacha, z towarzyszeniem Orkiestry Marka Toporowskiego "Concerto Polacco". Koncert odbywał się właśnie w tym nowym, niedawno otwartym gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej przy ul. Dobrej. Słusznie zauważono, że dzięki tej Bibliotece Powiśle zmieniło wygląd tej części Warszawy. Wrażenie było niesamowite - uderzał rozmach architektoniczny wnętrza i rozświetlona ogromna przestrzeń, pełna nowoczesnych konstrukcji i katalogów książek. W naszych studenckich czasach korzystaliśmy z katalogów i zbiorów gromadzonych na niezbyt dużej powierzchni w BUW-ie przy Krakowskim Przedmieściu, co miało też dobre strony – panował tam kameralny, ciepły nastrój, który pozostawił nostalgiczne wspomnienia. Nowy gmach Biblioteki przy ul. Dobrej stanowił duży kontrast, a jednocześnie budził podziw dla triumfu nowoczesnych rozwiązań.

Znakomite wykonanie – w tej oryginalnej scenerii - oratorium Bożonarodzeniowego Bacha przez Chór Akademicki zrobiło na słuchaczach duże wrażenie. Nasze bliższe kontakty z młodym Chórem trwały już od pewnego czasu - łączyliśmy siły, by wspólnie zorganizować i uczcić zbliżający się Jubileusz 80-lecia Chóru UW. Ale wtedy zaczynały się także wzajemne bliższe związki różnych pokoleń chórzystów. Połączyły nas na nowo - z jednej strony - wspólne korzenie i wspomnienia lat studenckich w Chórze, a z drugiej - równie miłe przeżycia podczas obecnych muzycznych spotkań, organizowanych przez Chór uniwersytecki.

Wspomniany grudniowy koncert Chóru UW odbywał się w roku otwarcia nowej Biblioteki. Uroczystości jej poświęcenia w dniu 11 czerwca 1999 roku dokonał Papież Jan Paweł II, który m.in. powiedział wówczas: "Biblioteka jest (...) skarbnicą piśmiennictwa, przez które człowiek wyraża swój zamysł twórczy (...), znajomość świata i ludzi (...). Biblioteka jest (...) szczególną świątynią twórczego ducha ludzkiego." W tym miejscu także 15 czerwca 2001 roku prezydent USA George W. Bush wygłosił przemówienie do społeczności Uniwersytetu i mieszkańców Warszawy, które było najważniejszym z wystąpień wygłoszonych w czasie jego podróży po Europie.

Nasza uroczystość i towarzyszący jej koncert muzyki chóralnej odbywały się zatem w szczególnym miejscu. Na spotkanie dotarli - mimo maratonu sportowego i problemów z komunikacją - członkowie Towarzystwa Przyjaciół Chóru UW. Koncert składał się z trzech części. W pierwszej wykonaliśmy dwa utwory dawne z okresu polskiego renesansu - Psalm 47 Mikołaja Gomółki "Kleszczmy rękoma" i "Kryste, dniu naszej światłości" Wacława z Szamotuł, oraz "Exultate Deo" Alessandra Scarlattiego, włoskiego kompozytora epoki baroku i "Kom" współczesnej kompozytorki szwedzkiej Moniki Aslund. W drugiej części Chór zaśpiewał trzy staropolskie piosenki anonimowych kompozytorów z XVII i XVIII wieku, mające charakter miłosnych madrygałów. W ostatniej części wykonaliśmy pięć utworów kompozytorów obcych: staroangielską pieśń z XVI wieku "Greensleeves"; "Cucu, cucu!" Juana del Enciny - hiszpańskiego kompozytora doby renesansu; "El grillo" flamandzkiego kompozytora Josquina Desprez; "Il est bel et bon" Pierre’a Passereau, renesansowego kompozytora francuskiego, kończąc występ anonimowym madrygałem francuskim z XVI wieku - "Tourdion" i pieśnią afrykańską "Siyahamba" na bis.

Miejsce koncertu przypominało przesłanie tego spotkania. Jak powiedział w XVII wieku Jan Amos Komeński, czeski pedagog i filozof - "Kto się o mądrość ubiega, ten księgi miłować winien nad srebro i złoto". A współcześnie Umberto Eco napisał, że "kto czyta książki, ten żyje podwójnie".

Ponieważ miałam przyjemność zapowiadać ten koncert, wspomniałam o potrzebie naszych kontaktów i bliskich więzi z Uniwersytetem, a także o niektórych dokonaniach Towarzystwa Przyjaciół Chóru UW, w tym - opracowaniu przez nas i wydaniu w 2001 roku monografii „Gaudeamus. 80 lat Chóru Akademickiego Uniwersytetu Warszawskiego”, która z pewnością jest w zbiorach BUW, oraz utrwaleniu na płytach nagrań archiwalnych Chóru uniwersyteckiego i przekazaniu ich do Muzeum UW.

Mamy bowiem świadomość, że warto ocalić od zapomnienia idee i wartości, będące istotną częścią naszych biografii, a także stanowiące cząstkę historii naszej Uczelni, która w 2016 roku będzie obchodzić 200-lecie istnienia. Hasło i logo już wybrano: „UW: Dwa stulecia. Dobry początek”. Na Uniwersytecie pojawił się też - widoczny nad attyką jednego z budynków – specjalny licznik, odliczający dni do Jubileuszu. W przeciwieństwie do wzrastającej tendencji licznika długu publicznego przy Rondzie Dmowskiego - licznik uniwersytecki z każdym dniem maleje.

Maria Laskowska

To był nadzwyczajny koncert. Tradycyjnie, od wielu już lat przygotowujemy doroczny występ naszego chóru Amici Canentes w sali koncertowej Uniwersytetu Muzycznego przy ulicy Okólnik w Warszawie zapraszając wszystkich członków i sympatyków naszego Towarzystwa i warszawiaków, aby wspólnie posłuchać naprawdę dobrej muzyki.

Ale takiego koncertu jak tegoroczny nigdy dotąd nie było. Śpiewaliśmy tego dnia także dla naszej zacnej Jubilatki, Pani Ireny Matuszelańskiej, która w maju obchodzi 100-lecie urodzin. Pani Irena jest ostatnią już chórzystką pamiętającą czasy sprzed drugiej wojny światowej, gdy chór Uniwersytetu Warszawskiego nosił miano Akademickiego Koła Muzycznego "LIRA". Pani Irena, wówczas studentka wydziału biologii UW, śpiewała w tym chórze przez kilka lat, aż do pamiętnego roku 1939, który nagle przerwał studentom nie tylko naukę, ale także marzenia o interesującej pracy i karierze zawodowej.

Pani Irena, urodzona i wychowana w Warszawie, ukończyła szkołę średnią w centrum stolicy, przy ulicy Brackiej, zaś do połowy lat 30-tych mieszkała wraz z rodziną przy ulicy Zielnej. Po niespodziewanej śmierci ojca, matka wraz z czwórką dzieci przeniosła się na Pragę, gdzie mieszkała jej siostra, a ciotka Pani Ireny. Tu spędziły razem lata wojny i okupacji, stąd także Pani Irena chodziła na wykłady zaraz po zakończeniu wojny, kiedy to podjęła studia, tym razem już na drugim wydziale, a mianowicie na medycynie. Zajęcia odbywały się wówczas na Grochowie, w szkole przy ulicy Boremlowskiej, gdzie zorganizowano także szpital, więc studenci mieli jednocześnie na miejscu zajęcia praktyczne.

Po ukończeniu kursu podstawowego, Pani Irena zdecydowała się na specjalizację na mało wówczas popularnym kierunku, jakim była neurologia. Zdobyła nie tylko specjalistyczną wiedzę, ale również tytuł doktorski i przez całe długie życie zawodowe pracowała jako neurolog najpierw w szpitalu w Pruszkowie, potem w Instytucie Neurologii w Warszawie, a wreszcie przez wiele lat kierowała Oddziałem Neurologii Szpitala Grochowskiego. Tu współpracowała ściśle z żoną profesora Jana Nielubowicza, również lekarzem - neurologiem. Do dziś utrzymuje kontakt z ich synem, który poszedł śladem rodziców i także jest znanym specjalistą. To byli nie tylko koledzy po fachu, ale również najbliżsi przyjaciele Pani Ireny, których traktowała zawsze jak własną rodzinę.

Od blisko 60-ciu lat Pani Irena mieszka na Saskiej Kępie. Nie założyła własnej rodziny, ale miała duże grono oddanych przyjaciół i znajomych, którzy zawsze mogli na Nią liczyć. Niewielu już ich jednak pozostało. Nadal utrzymuje z nimi kontakt interesując się ich losem i wspierając w razie potrzeby.

Kiedy powołaliśmy do życia Towarzystwo Przyjaciół Chóru Uniwersytetu Warszawskiego, udało się nam odnaleźć czworo członków przedwojennego chóru uniwersyteckiego. Byli to: Katarzyna Małecka, Anna Bakalarska-Fijałkowska, Tadeusz Chrostowski i Felicja Woźniak-Bylicka. Pani Felicja wskazała nam jeszcze jedną osobę, z którą utrzymywała kontakty, a była nią właśnie Pani Irena Matuszelańska. Odtąd obie Panie brały udział w naszych uroczystościach jubileuszowych i koncertach chóru. Pozostałe osoby utrzymywały jedynie sporadyczny kontakt, wkrótce też odeszły z grona żyjących. W ubiegłym roku pożegnaliśmy także Panią Felicję. Została już tylko Pani Irena.

To jej zadedykowaliśmy tegoroczny, kwietniowy koncert, na który przyjechała ze swoją opiekunką, Panią Halinką. Koncert rozpoczął się od życzeń i gratulacji. Złożyła je w imieniu Towarzystwa Barbara Szlachetko, prezes TPChUW, która odczytała list gratulacyjny i przekazała go Jubilatce wraz z koszem kwiatów (wręczał go Gienio Melech). Bukiet kwiatów wraz z życzeniami, podpisanymi przez Burmistrza Dzielnicy Praga-Południe Tomasza Kucharskiego, przekazała przedstawicielka Burmistrza, Pani Iwona Kaczorowska. Chór odśpiewał Pani Irenie gromkie "Vivat!"

Będąc w bliskim kontakcie z zacną Jubilatką, od wielu już lat podziwiam Jej doskonałą kondycję, pamięć, zainteresowanie wydarzeniami w kraju i na świecie, a także nieustającą chęć poznawania i dzielenia się swoimi myślami, wiedzą i doświadczeniem. Jest przemiłą rozmówczynią i doskonałą gospodynią. Zawsze sama przygotowuje herbatę i nakrywa do stołu, chodzi też po zakupy, nie tylko do najbliższego sklepu, ale również do znanych sobie marketów, bo tam ma swoje ulubione stoiska i wypróbowane towary.

W domu hoduje mnóstwo kwiatów, a od wiosny do późnej jesieni chodzi na działkę swego znajomego, który oddał jej we władanie kilka grządek, gdzie sieje i pielęgnuje warzywa oraz kwiaty. Dba też o zieleń i estetykę przed swym blokiem. Podziwiam Ją za Jej światły umysł i niezwykłą pogodę ducha, bo Pani Irena nigdy nie narzeka, a tylko czasami stawia pytanie: "dlaczego to ja właśnie żyję tak długo?". Myślę, że będę wyrazicielką wszystkich, którzy podczas tego niezwykłego koncertu śpiewali dla Pani Ireny, jeśli powiem, że to wspaniałe zrządzenie losu, że poznaliśmy się i od tylu lat jesteśmy razem.

Elżbieta Jędrych

Chór Amici Canentes pod dyr. Zuzanny Kuźniak uczestniczył w VIII edycji Festiwalu Varsovia Cantat, organizowanym od 2005 roku przez członków i sympatyków Towarzystwa Śpiewaczego Lira, we współpracy z Agencją Artystyczną Melody. W festiwalu wzięło udział 18 zespołów z dziewięciu krajów: Polski, Łotwy, Estonii, Indonezji, Macedonii, Słowenii, Rumunii, Rosji i Szwecji. Międzynarodowemu jury, w skład którego wchodziły wybitne osobistości światowej chóralistyki, przewodniczył prof. Romuald Twardowski. 

Oprócz prezentacji utworów konkursowych w sali koncertowej Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina, można było posłuchać koncertów w wykonaniu przybyłych na festiwal zespołów w kilku warszawskich kościołach, m.in. w Kościele św. Anny, w Katedrze Polowej Wojska Polskiego i w Kościele Św. Krzyża. Przesłuchania konkursowe odbywały się w czterech kategoriach. Chór Amici Canentes występował w kategorii Chóry mieszane - dorośli i wykonał cztery utwory: Cantilenę Erlanda von Kocha, Modlitwę, gdy dziatki spać idą Wacława z Szamotuł, Laudate Dominum Stanisława Moryto i Pragną ocki w opr. Stanisława Wiechowicza. Podczas koncertu galowego zaśpiewaliśmy utwór Kom! współczesnej kompozytorki szwedzkiej Moniki Aslund. Główne nagrody zdobyły zespoły chóralne z Indonezji i Słowenii. 

Po warszawskim festiwalu pozostają miłe wspomnienia i refleksje. Muzyka chóralna nadal przyciąga amatorskie zespoły z całego świata, które - co ciekawe - coraz częściej sięgają po nowatorskie, barwne i pełne ekspresji formy wizualne. Wzbogacają one występy o elementy widowiskowe i pozwalają nawiązać bliższy kontakt ze słuchaczami. Jest to swego rodzaju wyzwanie dla dotychczasowych form wykonywania muzyki chóralnej. 

Przypomina mi się nasze nowatorskie wykonanie motetu Bacha Jesu Meine Freude w Chórze Akademickim UW z okazji jego 50-lecia w 1971 roku - po raz pierwszy z akompaniamentem instrumentalnym (orkiestry PWSM). Byliśmy wzruszeni do łez uzyskanym efektem i usatysfakcjonowani poziomem wykonawstwa, ale także bardzo śmiałą wówczas interpretacją barokowego utworu, który wcześniej śpiewaliśmy wyłącznie a cappella. Dlatego tak istotne są dla nas, ówczesnych wykonawców, nagrania archiwalne naszych dawnych koncertów (wyłącznie dla domowego użytku i radości duszy). 

Różnorodność prezentacji utworów podczas tegorocznego festiwalu Varsovia Cantat zasługuje w moim odczuciu na uwagę dlatego, że nowatorskie formy i efekty sceniczne szły w parze z wysokim poziomem muzycznego wykonawstwa. Chór Amici Canentes pod dyrekcją Zuzanny Kuźniak w utworze Moniki Aslund podczas galowego koncertu nawiązał do tej konwencji pewną lekkością interpretacji i dość otwartą formułą. Istotne wartości i obiecujące perspektywy mają nawiązane podczas festiwalu bezpośrednie kontakty z innymi zespołami. Aktywne uczestnictwo w tym muzycznym wydarzeniu było dla nas ważnym duchowym przeżyciem. 

Maria Laskowska

Załączamy dyplom oraz zdjęcia z Sali Koncertowej i ze spotkania w Hawirze.
Autorzy zdjęć: Edward Capała, Hanna Bulska, Maria Laskowska