Dzień 1 czwartek 5. 06. 2014 r.

Wyjechaliśmy z Warszawy z placu Bankowego wcześnie rano. Jechaliśmy w kierunku na Rzeszów. Postoje były częste, zgodnie z wymaganiami przepisów transportu drogowego. Na obiad zatrzymaliśmy się w "Leśnym Dworze" niedaleko granicy ze Słowacją, granicę przekroczyliśmy za Barwinkiem, po słowackiej stronie minęliśmy miejscowość Wyżny Komarnik.  Przez Słowację jechaliśmy dość krótko, do granicy węgierskiej jest około 140 km. Wszędzie przepiękne widoki, niebo błękitne, białe chmurki, zielone połoniny. Do Budapesztu przyjechaliśmy wieczorem, zakotwiczyliśmy w hotelu "Hunor" znajdującym się w III dzielnicy. Atrakcją tej dzielnicy, którą zobaczyliśmy rano  jest Aquincum czyli pozostałości po rzymskim mieście znajdującym się w tym miejscu 2 tys. lat temu. Aquincum zostało zniszczone w 410 r. przez Hunów, a zasiedlone ponownie w 896 r. przez Madziarów pod wodzą księcia Arpada.

 

Dzień 2      piątek, 6. 06. 2014 r.

  Po śniadaniu spożytym w sporym zamieszaniu w stołówce hotelowej "bardzo zbiorowej", wzięła nas w obroty nasza przewodniczka, pani Teresa. Od razu było widać, że będzie chciała nam pokazać w Budapeszcie bardzo dużo, a może nawet wszystko. Zaczęliśmy zwiedzanie od placu Bohaterów, zwanego też Placem Milenijnym, jednego z największych i najważniejszych placów stolicy. Głównym punktem placu jest pomnik ku czci poległych w czasie I wojny światowej. Centralny punkt pomnika to 36 metrowa kolumna archanioła Gabriela. Wokół kolumny usytuowane są konne pomniki księcia Arpada, legendarnego przywódcy Madziarów i jego  6 wodzów.  Na dwóch półkolistych kolumnadach znajdują się posągi ważnych postaci związanych z historią  Węgier.  Plac Bohaterów otoczony jest pięknymi budynkami powstałymi na przełomie 19 i 20 w. : Muzeum Sztuk Pięknych, Pałac Ekspozycji. Potem minęliśmy postać prezydenta Ronalda Reagana uwiecznioną w brązie i pomaszerowaliśmy oglądać kompleks zamkowy Vajdahunyad znajdujący się w Parku Miejskim. Jest to ciekawy obiekt, ponieważ został wybudowany na wystawę z okazji 1000-lecia Węgier, pierwotnie z drewna, a dopiero później z kamienia. Łączy w sobie wiele stylów architektonicznych: od gotyku do baroku.   Nazwę zawdzięcza kopii zamku w Vajdahunyad, znajdującego się w Siedmiogrodzie. Na dziedzińcu znajduje się pomnik "węgierskiego Galla Anonima", nieznanego z imienia autora Gesta Hungarorum.  Turysta musi  koniecznie dotknąć jego pióra, a więc wszyscy karnie to uczyniliśmy.   Następny punkt zwiedzania to główny kościół Budapesztu – bazylika św.  Stefana, największy kościół w stolicy. Posiada 96 metrową kopulę z wyobrażeniem Boga Ojca. Znajduje się tam osobna kaplica z relikwiami     ( prawa ręka ) św. Stefana. Zaśpiewaliśmy tam dwa utwory "Gaude mater      Polonia" i "Nieście chwałę mocarze". Móc zaśpiewać w takim miejscu,      to było naprawdę duże przeżycie.

Pojechaliśmy kawałek słynnym budapeszteńskim metrem, które  w chwili obecnej posiada już trzy linie. Później  weszliśmy na górę Gellerta (Gellert Hegy). Swą nazwę miejsce zawdzięcza biskupowi Gellertowi, który z nakazu pierwszego króla Węgier św. Stefana ochrzcił plemiona Madziarów.

W 1851 r. Habsburgowie wznieśli tam Cytadelę. Na szczycie góry znajduje się Pomnik Wolności - kobieta z gałązką palmową. Z tego miejsca roztacza się piękna panorama na Dunaj i Budapeszt.  Poszliśmy do kościółka ojców paulinów  ukrytego w grotach skalnych góry Gellerta. Szczególną uwagę zwróciliśmy na polski ołtarz z wizerunkiem Orła Białego z Matką Boską Częstochowską na piersi. I tam również zaśpiewaliśmy, a za słuchaczy była młodzieżowa wycieczka w tym czasie zwiedzająca kościółek.  Po krótkim odpoczynku w hotelu w programie było Oceanarium-Tropikarium, największy tego typu obiekt w Europie środkowej, zbudowane w 2000 r., zajmujące 3000 m2 powierzchni:  rekiny, płaszczki  i inne bajeczne ryby pływały nam nad głowami.

   A wieczorem czekała nas degustacja wina w wytwórni win pod Budapesztem. Gospodarze przygotowali dla nas długi, pięknie nakryty, zastawiony baniastymi kielichami stół i w bardzo miłej "śpiewającej" atmosferze degustowaliśmy cztery rodzaje wina, od wytrawnego do słodkiego. Na koniec degustacji odbył się mały konkurs dla ochotników. Każdy, owinięty wielkim białym prześcieradłem, pił, ile mógł, wino nalewane przez kipera wprost do buzi ze specjalnego baniaczka z rurką. Potem robiliśmy zakupy  na miejscu, a potem unieśliśmy nasze butelkowe zdobycze do autokaru i udaliśmy się na "zasłużony odpoczynek". Nasze zdobycze nawet zbytnio nie brzęczały, bo były odziane w specjalne siateczki "przeciwbrzęczeniowe".

 

Dzień   3   sobota, 7. 06. 2014 r.

       Trzeci dzień pobytu na Węgrzech był równie bogaty w program zwiedzający jak poprzedni. Tego dnia mieliśmy do obejrzenia Wzgórze Zamkowe. Gmach Zamku w czasie II wojny  światowej uległ zniszczeniu, jego odbudowa zakończyła się w 1976 r. Znajdują się tam teraz muzea: Historii Budapesztu i Historii Współczesnej, Galeria Narodowa i Biblioteka Narodowa.

 W centrum Wzgórza Zamkowego znajduje się kościół Macieja. Świątynia ta jest pod wezwaniem NMP, ale Węgrzy nazywają go kościołem Macieja. Zbudowano go w poł. XIII w.  Było to miejsce ważnych dla Węgrów wydarzeń historycznych : akty przejęcia władzy, śluby królewskie, koronacje. Wnętrze kościoła zdobią przepiękne malowidła i witraże. Znajdują się tam liczne węgierskie pamiątki historyczne, jak również replika insygniów koronacyjnych, oryginały ich bowiem są przechowywane w gmachu Parlamentu. Świątynia wyróżnia się wspaniałym dachem wykonanym z kolorowych porcelanowych dachówek.

   Całość Wzgórza Zamkowego z pięknymi basztami rybackimi znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

     O godz. 12 oglądaliśmy węgierską zmianę warty przed Zamkiem.

Potem pojechaliśmy na Wyspę Małgorzaty - to taki budapeszteński park wypoczynku. Wyspę utworzono w 1950 r. z trzech mniejszych wysepek. Zajmuje teraz około 100 h. powierzchni. Są tam boiska, korty tenisowe, 11 basenów, grająca fontanna, restauracje, ogród japoński i wiele  pięknych roślin. Wyspę zwiedzaliśmy jadąc małą wycieczkową ciuchcią. A czekając na ciuchcię również śpiewaliśmy.

   Potem musieliśmy wrócić do hotelu i trochę "przyjść do siebie", bo po południu czekał nas koncert w kościele św. Krystyny.

Przed koncertem przyszedł do nas i powitał na węgierskiej ziemi  dyrygent miejscowego malutkiego chóru polonijnego, w którym śpiewa również nasza pani przewodniczka. Chór polonijny zaśpiewał dla nas na powitanie pieśń ze swojego repertuaru i wtedy my zaczęliśmy swój występ. Zaczęliśmy pieśnią "Gaude mater Polonia". Nastąpił bardzo wzruszający moment, gdy wszyscy słuchacze wstali i na stojąco wysłuchali naszej pradawnej pieśni. Odczuwało się wyraźnie ogromną  życzliwość  widowni. Po  występie nasi rodacy zaprosili nas do małej sali na lampkę wina i tam zaśpiewaliśmy im jeszcze "Wiwat".

Wieczorem pani Teresa zabrała nas na Wzgórze Gellerta, aby podziwiać bajeczną  panoramę oświetlonego Budapesztu i Dunaju.

 

Dzień 4 niedziela  8. 06. 2014r.

     Dzień czwarty chyba najbardziej dał nam w kość, ponieważ musieliśmy bardzo wcześnie wstać. Trzeba było zjeść śniadanie, zrobić próbę, przebrać się i zdążyć na poranną mszę w pobliskim kościele parafialnym naszej pani przewodniczki.  Po mszy zaplanowany był nasz koncert. Było niestety bardzo gorąco, a my w "pełnym rynsztunku" a więc siłą rzeczy wysuszeni i na wpół upieczeni. Ale staraliśmy się bardzo, a przyjęcie przez słuchaczy było niezwykle życzliwe. Po koncercie ksiądz proboszcz Attila, Słowak, który już kilkanaście lat pełni swą posługę na Węgrzech, zaprosił nas na mały poczęstunek i krótki odpoczynek na plebanię.

  Po południu pojechaliśmy pod Budapeszt do miejscowości Szentendre (św. Andrzej). To taki węgierski Kazimierz nad Wisłą, malutkie malownicze miasteczko artystów, z knajpkami, kramikami z pamiątkami. Znajdują się tu muzea wielu węgierskich malarzy, 9 cerkwi, skansen, Muzeum Wina, Muzeum Marcepana, które zwiedziliśmy i w którym również śpiewaliśmy.

    Wieczorem czekał na nas jeszcze zamówiony statek i wycieczka  po Dunaju. Znów oglądaliśmy podświetlone mosty i zabytkowe budowle, z których wyróżnia się oczywiście Parlament. Byliśmy w pobliżu tej budowli kilka razy. Budowano ją od 1885 r. Pierwsze posiedzenie odbyło się w 1896 r. na 1000-lecie państwa węgierskiego. Budynek posiada około 700 pomieszczeń. Znajdują się tu siedziby wielu ministerstw i prawie wszystkich instytucji rządowych. W Parlamencie są też oryginalne insygnia królów węgierskich. Kilka razy widzieliśmy też, przejeżdżając obok, pomnik naszego generała Józefa Bema.

     Na zakończenie naszego pobytu w Budapeszcie przejechaliśmy wieczorem przez miasto i pani przewodniczka przypominała nam, które miejsca już widzieliśmy. Na samym końcu  przejechaliśmy koło Wielkiej Synagogi, drugiej co do wielkości na świecie ( po nowojorskiej), przepięknego gmachu wybudowanego w stylu mauretańskim.

    A potem wróciliśmy do hotelu i zabraliśmy się za pakowanie walizek, bo następnego dnia znów musieliśmy bardzo wcześnie wstać z myślą o powrocie do domu.

 

Dzień 5 poniedziałek 9. 06. 2014 r.

    Po śniadaniu zapakowaliśmy nasze bagaże do autokaru, stanęliśmy pod "drzewem fasolowym" rosnącym przed hotelem i zaśpiewaliśmy na pożegnanie dla pani Teresy naszą pieśń "Sija hamba". Pani Teresa rozdała "pożegnalne osiołki" i trzeba było się rozstać. Rozpoczęliśmy powrót do domu. Przez zakorkowany  Kraków i Radom, podziwiając bajeczne polskie krajobrazy oraz podniesieni na duchu widokiem bardzo wielu nowych domów w Polsce  i starannie utrzymanych obejść, dotarliśmy do ukochanej, zakorkowanej Warszawy. 

  A teraz garść wrażeń prywatnych : wycieczka była bardzo piękna, pożyteczna, wzruszająca ( możliwość zaśpiewania w tak niezwykłych miejscach jak główne zabytki Budapesztu naprawdę robi wrażenie) patriotyczna, wymagała sporo wysiłku od wszystkich ( od osób organizujących dużo, dużo wysiłku, za co wielkie dzięki i buziol) ale DALIŚMY  RADĘ!!!!! HURA !!!  WARTO  BYŁO!!!     

Urszula Capała