Drukuj
Odsłony: 1083

Kiedy po raz pierwszy w sierpniu [chyba 1968 roku] roku przyjechaliśmy do Bachotka, to miejsce wszystkich nas zachwyciło. Wokół panowała cisza, a wieczorami na odległej wyspie, gdzie obozowali harcerze, zapalało się światełko, i wówczas to był jedyny ślad ludzkiej obecności nad jeziorem. Pewnego dnia pod koniec wakacji harcerze zwinęli obóz, pozostawiając zawieszoną na drzewie wykonaną własnoręcznie lampkę: była to puszka po konserwie ze świeczką wysuwaną na wystruganym z kory gwincie. 

Wyspę, widoczną również z drogi biegnącej wysokim brzegiem, fotografowali niemal wszyscy przybywający tu miłośnicy ciszy i pięknej przyrody. Kiedy po latach, w 2004 roku, przyjechaliśmy do Bachotka i powędrowaliśmy znajomą drogą, wysokie drzewa zasłoniły już widok, ujmując nieco magii tego miejsca. Ale wyspa pozostała niezmieniona. 

Mimo że każdy z nas mniej lub bardziej przeżywał wtedy, przed laty, niezwykłą urodę tego zagubionego w lasach jeziora, po obozie wróciliśmy do swoich spraw, wśród codziennych obowiązków pomału zapominając o wyprawach kajakowych czy wędrówkach po lesie. I tylko Kazio - profesjonalny muzyk, człowiek nieco tajemniczy, czasami wyluzowany, tryskający humorem, kiedy indziej zdystansowany, trochę nieodgadniony - odnalazł w Bachotku swoje miejsce na ziemi. Nie wszyscy jeszcze wtedy wiedzieliśmy, że każdego lata tu właśnie odreagowywał wszelkie uciążliwości życia w wielkim mieście. Jak twierdził: "Żeglarstwo interesowało mnie od młodości, lecz własnego pokładu doczekałem się dość późno, bo dopiero w 1995 roku, i odtąd prawie z niego nie schodzę". Obserwował wodne ptactwo i inne zwierzęta, przeżył tu niejedną burzę, ulewę, upał i chłód, podziwiał wschody słońca i mgły nad jeziorem, ukryty w trzcinach kontemplował ciszę i spokój. Zamienił koncerty w filharmonii na muzykę trzcin poruszanych wiatrem, łopot żagla, śpiew ptaków, szmer deszczu. Nie szukał wygód, cieszył się swoim niewiele ponadtrzymetrowym "pływającym maleństwem". Stał się legendą Bachotka, był powszechnie lubiany i szanowany. Nie stronił od ludzi, ale potrafił radzić sobie sam, doskonale wkomponowany w otaczającą go przyrodę. 

Ahoj, Kaziu! Teraz jezioro nie ma już przed Tobą tajemnic, a dal za mgłą otwiera dla Ciebie nieskończoność następnych dali...

Misia Kaniewska