Drukuj
Odsłony: 1104

Panią Irenę, która śpiewała w chórze Uniwersytetu Warszawskiego w latach 30-tych, poznaliśmy poprzez jej koleżankę, także chórzystkę, Felicję Woźniak-Bylicką. Było to już po jubileuszu 80-lecia chóru, stąd też jej nazwisko nie zostało odnotowane na kartach wydanej wówczas monografii naszego zespołu. Ponieważ jednak panie utrzymywały od lat stały kontakt ze sobą, bardzo się ucieszyły kiedy mogły uczestniczyć w koleżeńskich spotkaniach a także koncertach organizowanych zarówno przez nasze Towarzystwo jak i „młody” chór działający aktualnie przy Uniwersytecie Warszawskim.

Mimo zaawansowanego wieku, zarówno pani Felicja, jak i pani Irena, chętnie spotykały się z nami, nawiązując nawet bliskie kontakty osobiste z wieloma z nas i darząc nas autentyczną sympatią. Niestety, pani Felicji już nie ma wśród nas. Dołączyła do grona czterech innych, przedwojennych chórzystów, których udało się nam odszukać gdy odtwarzaliśmy historię zespołu. Pozostała jedynie pani Irena, ostatnia spośród przedwojennych chórzystek.

Pani Irena urodziła się w Warszawie 11 maja 1913 roku i tu studiowała na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego śpiewając jednocześnie w sopranach zespołu chóralnego noszącego wówczas nazwę Akademickie Koło Muzyczne „LIRA”. Całe jej długie życie związane jest ze stolicą. Mieszkała z rodzicami i rodzeństwem (dwóch braci i siostra) na ulicy Zielnej, a więc w samym śródmieściu. Tuż przed wojną, po nagłej śmierci ojca, przeprowadziła się na Pragę, gdzie, przy ulicy Targowej, mieszkała jej ciotka. Tam spędziła lata wojny i okupacji, w kamienicy u zbiegu Targowej i Kijowskiej. Po wojnie, już jako magister biologii, podjęła studia medyczne interesując się szczególnie neurologią. W tej dziedzinie zdobyła specjalizację i tytuł doktorski. Przez całe życie zawodowe związana też była z Instytutem Neurologii, początkowo w Pruszkowie, a potem w Warszawie, przy ul. Sobieskiego. W ostatnim okresie kierowała Oddziałem Neurologii Szpitala Grochowskiego.

Szczególnie bliski kontakt nawiązała z dwiema naszymi chórzystkami: Marzeną Grabiszewską-Gryka i Madzią Iżykowską. Ja także, choć nie tak często, jak moje koleżanki, starałam się odwiedzać panią Irenę podziwiając za każdym razem jej żywy temperament, doskonałą kondycję fizyczną i pamięć oraz zainteresowanie jakie przejawiała wszystkim co się dzieje nie tylko w jej najbliższym otoczeniu.

Uczestniczyłam w jej 98 urodzinach, w maju roku ubiegłego, a w tym roku w dniu 11 maja spotkałyśmy się znowu, aby świętować niezwykłą datę – 99 urodziny. Wybrałyśmy z tej okazji do Ogrodu Botanicznego, a pogoda nam wyraźnie sprzyjała bo było wyjątkowo ciepło, a nawet upalnie, a w ogrodzie oszałamiająco pachniały bzy i rozkwitały pierwsze kwiaty na krzakach rododendronów. Podczas spaceru pani Irena bezbłędnie nazywała wszystkie rośliny rosnące na niezliczonych grządkach i klombach, a ja z Marzeną czułyśmy się jak uczennice na niezwykłej lekcji biologii.

Elżbieta Jędrych